Jak w temacie... Wstyd mi, że tak się rozleniwiłam i zaniedbałam bloga... W życiu tyle się dzieje, a ja najczęściej lepiej się czuję, czytając innych :). Jednak... trzeba czasem też dać coś od siebie ;). Więc jutro nowa recenzja :).
Pozdrawiam z parnego Krakowa!
niedziela, 8 lipca 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
Recenzja: Sanoflore - Krem do rąk i paznokci z olejkiem eterycznym z lawendy Bio
Witajcie!
Dziś chciałabym Wam przedstawić recenzję kremu do rąk, którego ostatnimi czasy używałam (namiętnie zresztą). Mowa o lawendowym kremie, cenionej przeze mnie, marki Sanoflore.
Co pisze producent:
Skład: i tu jest problem... co prawda skład jest na opakowaniu, ale składniki są aż 44 :D i nie chce mi się przepisywać ;). W internecie oczywiście nie ma :|. Jak tylko niebo się trochę *odchmurzy*, postaram się dodać zdjęcie :).
Co myślę ja:
Zapach: Lawenda... może ;) ale mi kojarzy się z syropem i starą aptekę :D. Co ciekawe, zapach ten naprawdę mi się podoba i wręcz uzależnia ;). JEDNAK zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu - jest dosyć specyficzny.
Konsystencja: ja bym ją nazwała średnio-gęstą. Ni to gęsta, ni lejąca. W sam raz, krem dosyć szybko się wchłania.
Opakowanie: tubka. Jak widać na zdjęciach, trudno wydobyć produkt do końca :(
Wydajność: i tu jest problem. Tubeczka jest malutka i niestety krem szybko się kończy :(. ALE ja smaruję łapki nagminnie, bez przerwy ;)
Skład: krem posiada certyfikaty ekologiczne. Oczywiście nie każdego ta marka przekonuje... należy bowiem do koncernu L'oreal. Ja jednak ją lubię :)
Działanie: krem niestety nie nawilża jakoś super. ALE (znów :D) ja mam bardzo suchą skórę i jeszcze nie znalazłam kremu, który by mnie w 100% zadowolił. Ogólnie ten nie jest zły. Na cieplejsze dni będzie idealny - w zimie, na mojej mega suchej skórze, nie daje sobie w pełni rady.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie TAK. Mimo minusów, to bardzo fajny krem :)
Cena: ok. 20 zł/50 ml, jednak jest to kosmetyk naturalny.
Ogólna ocena: 4+/6
Dziś chciałabym Wam przedstawić recenzję kremu do rąk, którego ostatnimi czasy używałam (namiętnie zresztą). Mowa o lawendowym kremie, cenionej przeze mnie, marki Sanoflore.
Co pisze producent:
| Przepraszam za wygląd mojej tubki :D |
Co myślę ja:
Zapach: Lawenda... może ;) ale mi kojarzy się z syropem i starą aptekę :D. Co ciekawe, zapach ten naprawdę mi się podoba i wręcz uzależnia ;). JEDNAK zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu - jest dosyć specyficzny.
Konsystencja: ja bym ją nazwała średnio-gęstą. Ni to gęsta, ni lejąca. W sam raz, krem dosyć szybko się wchłania.
Opakowanie: tubka. Jak widać na zdjęciach, trudno wydobyć produkt do końca :(
Wydajność: i tu jest problem. Tubeczka jest malutka i niestety krem szybko się kończy :(. ALE ja smaruję łapki nagminnie, bez przerwy ;)
Skład: krem posiada certyfikaty ekologiczne. Oczywiście nie każdego ta marka przekonuje... należy bowiem do koncernu L'oreal. Ja jednak ją lubię :)
Działanie: krem niestety nie nawilża jakoś super. ALE (znów :D) ja mam bardzo suchą skórę i jeszcze nie znalazłam kremu, który by mnie w 100% zadowolił. Ogólnie ten nie jest zły. Na cieplejsze dni będzie idealny - w zimie, na mojej mega suchej skórze, nie daje sobie w pełni rady.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie TAK. Mimo minusów, to bardzo fajny krem :)
Cena: ok. 20 zł/50 ml, jednak jest to kosmetyk naturalny.
| Kolejny raz zmaltretowana tubka :) |
Ogólna ocena: 4+/6
środa, 11 stycznia 2012
Haul Sephora
Witajcie!
Dziś chciałabym Wam pokazać moje wyprzedażowe łupy z Sephory. Na pierwszy ogień idą pyszności od mojego Narzeczonego, zakupione wczoraj ;)
Zestaw do pielęgnacji twarzy Yes to Cucumbers, przeceniony ze 138 zł na 39 zł,
Paletka do makijażu Sephora - z 65 zł na 19 :)
W skład zestawu wchodzą:
- łagodząco - nawilżający krem do twarzy na dzień
- łagodzący żel pod oczy
- chusteczki oczyszczające
Jak na razie wypróbowałam kremy i jestem zadowolona :). Zobaczymy, co dalej ;)
Paletka natomiast zawiera
- 9 cieni do powiek
- 4 błyszczyki
- róż do policzków
Starałam się, żeby zdjęcia jak najlepiej oddały kolor cieni, jednak jest ciemno, źle i w ogóle :). Jak tylko wróci słońce, pojawią się kolejne swatche :). Jak na razie mogę powiedzieć, że cienie mają dobrą pigmentacje :).
Kolejną cudownością jest maskara Benefit - They're Real, którą zakupiłam jeszcze w grudniu, kiedy kolorówka była przeceniona o 30%. Zapłaciłam za nią 66 zł z groszami.
Maskary użyłam dziś pierwszy raz. Jestem zadowolona, choć ciężko mi ocenić prawdziwy efekt, bo moje rzęsy są w opłakanym stanie po zdjęciu sztucznych ;(. Ale już aplikuję na nie odżywkę, wiec będzie dobrze.
Jak widać, maskara ma silikonową szczoteczkę, która ma pogrubiać, wydłużać, podkręcać, rozdzielać i w ogóle ;). Mimo nowości, tusz nie skleja rzęs - a to duży plus :)
A co Wy upolowałyście na wyprzedażach? :)
Dziś chciałabym Wam pokazać moje wyprzedażowe łupy z Sephory. Na pierwszy ogień idą pyszności od mojego Narzeczonego, zakupione wczoraj ;)
Zestaw do pielęgnacji twarzy Yes to Cucumbers, przeceniony ze 138 zł na 39 zł,
Paletka do makijażu Sephora - z 65 zł na 19 :)
W skład zestawu wchodzą:
- łagodząco - nawilżający krem do twarzy na dzień
- łagodzący żel pod oczy
- chusteczki oczyszczające
Jak na razie wypróbowałam kremy i jestem zadowolona :). Zobaczymy, co dalej ;)
Paletka natomiast zawiera
- 9 cieni do powiek
- 4 błyszczyki
- róż do policzków
Starałam się, żeby zdjęcia jak najlepiej oddały kolor cieni, jednak jest ciemno, źle i w ogóle :). Jak tylko wróci słońce, pojawią się kolejne swatche :). Jak na razie mogę powiedzieć, że cienie mają dobrą pigmentacje :).
Kolejną cudownością jest maskara Benefit - They're Real, którą zakupiłam jeszcze w grudniu, kiedy kolorówka była przeceniona o 30%. Zapłaciłam za nią 66 zł z groszami.
Maskary użyłam dziś pierwszy raz. Jestem zadowolona, choć ciężko mi ocenić prawdziwy efekt, bo moje rzęsy są w opłakanym stanie po zdjęciu sztucznych ;(. Ale już aplikuję na nie odżywkę, wiec będzie dobrze.
Jak widać, maskara ma silikonową szczoteczkę, która ma pogrubiać, wydłużać, podkręcać, rozdzielać i w ogóle ;). Mimo nowości, tusz nie skleja rzęs - a to duży plus :)
A co Wy upolowałyście na wyprzedażach? :)
wtorek, 10 stycznia 2012
inż.
To ja, ja mam wyższe wykształcenie !!! Po trudach, bólach i mękach - inż. obroniony :)))))))
Idę NIC NIE ROBIĆ. Miłego dnia :)))
Idę NIC NIE ROBIĆ. Miłego dnia :)))
środa, 4 stycznia 2012
Dobra wiadomość :)
W weekend kupujemy z K. nowy aparat :). Tym razem DOBRY :D. We wtorek mam egz. inżynierski i obronę (trzymajcie kciuki :P)... potem będę w końcu miała czas, aby blogować :). No i sprzęt do robienia ładnych fotek ;).
Pozdrawiam Was znad notatek z "Technologii w ochronie środowiska" ;).
Pozdrawiam Was znad notatek z "Technologii w ochronie środowiska" ;).
piątek, 30 grudnia 2011
Awaria
Gdy już dziś w końcu miałam czas, żeby obfocić kilka rzeczy, okazało się, ze... aparat się nie włącza, nie ładuje, no słowem NIC :(
Ech... i co teraz?
Ech... i co teraz?
środa, 28 grudnia 2011
Po Świętach...
Hej hej!
Jak tam Dziewczynki po Świetach?? Chyba dobrze, co? ;) od rana dziś oglądam sobie Wasze prezenty :) chętnie bym Wam też pokazała swoje, ale część została w domu (ja już koczuję w Krakowie ofcoz). No ale mogę się Wam pochwalić, że dostałam cudną bransoletkę Lilou od Narzeczonego :) i mini "komódkę" na biżu. Od rodziców torebkę, która za mną długo chodziła ;), biżu, bieliznę i misiowe kapcie, które mój Luby uznał za "miękkie niczym kot" :D.
Pochwalę się też, iż w konkursie Knovel University Challenge wygrałam iPod'a Nano ;) obecnie czekam na uroczyste wręczenie nagrody :)))
Poza tym Święta minęły... szybko :P przed nimi zakończyłam sesję, złożyłam projekt inż. i czekam na egzamin oraz obronę (już w styczniu, o zgrozo). W końcu będę może miała czas na blogowanie :)). Jest kilka kosmetyków, o których chciałabym Wam opowiedzieć.
Co jeszcze... wybraliśmy z Narzeczonym termin ślubu, salę i zespół :D czyli generalnie jest dobrze :)))
A co u Was?? Jak Święta??
Jak tam Dziewczynki po Świetach?? Chyba dobrze, co? ;) od rana dziś oglądam sobie Wasze prezenty :) chętnie bym Wam też pokazała swoje, ale część została w domu (ja już koczuję w Krakowie ofcoz). No ale mogę się Wam pochwalić, że dostałam cudną bransoletkę Lilou od Narzeczonego :) i mini "komódkę" na biżu. Od rodziców torebkę, która za mną długo chodziła ;), biżu, bieliznę i misiowe kapcie, które mój Luby uznał za "miękkie niczym kot" :D.
Pochwalę się też, iż w konkursie Knovel University Challenge wygrałam iPod'a Nano ;) obecnie czekam na uroczyste wręczenie nagrody :)))
Poza tym Święta minęły... szybko :P przed nimi zakończyłam sesję, złożyłam projekt inż. i czekam na egzamin oraz obronę (już w styczniu, o zgrozo). W końcu będę może miała czas na blogowanie :)). Jest kilka kosmetyków, o których chciałabym Wam opowiedzieć.
Co jeszcze... wybraliśmy z Narzeczonym termin ślubu, salę i zespół :D czyli generalnie jest dobrze :)))
A co u Was?? Jak Święta??
wtorek, 6 grudnia 2011
Listu do Świętego M. aktualizacja
Kochany Święty Mikołaju... Jako, że moje EMU Bronte Lo umarły, poproszę Stingery albo Angels w kolorze Indigo! :D
Btw. jeśli rozważacie kupno EMU, odradzam Bronte... lepiej szarpnąć się na porządny model :). Czemu? Polecam artykuł =====> KLIK!
Btw. jeśli rozważacie kupno EMU, odradzam Bronte... lepiej szarpnąć się na porządny model :). Czemu? Polecam artykuł =====> KLIK!
niedziela, 4 grudnia 2011
Mała zmiana :)
Od dziś (a w zasadzie od wczoraj :D) będę mojego Tż-a nazywać Narzeczonym :). Nie bez powodu oczywiście :D
poniedziałek, 28 listopada 2011
All I want for Christmas is...
wtorek, 11 października 2011
...
Przepraszam, że mnie nie ma.
Po prostu mam urwanie głowy :/. Jestem na ostatnim semestrze studiów inż., w grudniu mam sesję i jeszcze muszę do końca grudnia napisać i oddać pracę. Masakra. I zajęcia do 21 :/. Poza tym ten szok powakacyjny :P
Z dobrych wiadomości: wygrałam super rzeczy w konkursie u Elusi :).
Wasze notki cały czas czytam, staram się też komentować. Mam nadzieję, że w czwartek uda mi się coś dla Was naskrobać.
Buziaki :*
Po prostu mam urwanie głowy :/. Jestem na ostatnim semestrze studiów inż., w grudniu mam sesję i jeszcze muszę do końca grudnia napisać i oddać pracę. Masakra. I zajęcia do 21 :/. Poza tym ten szok powakacyjny :P
Z dobrych wiadomości: wygrałam super rzeczy w konkursie u Elusi :).
Wasze notki cały czas czytam, staram się też komentować. Mam nadzieję, że w czwartek uda mi się coś dla Was naskrobać.
Buziaki :*
wtorek, 20 września 2011
Detoks
Po tym, jak w tym miesiącu zakupiłam:
Za to wkrótce nowe recenzje :)
- szczoteczkę elektryczną Oral B ProfessionalCare 500
- sweter New Look
- marynarkę typu boyfriend style
- botki Buffalo London
- podkład mineralny Lumiere Cashmere
- 2 lakiery, w tym jeden pękacz
- pastę Biała Perła
- glinkę z Logony
- krem pod prysznic I Love... Vanilla & Ice Cream
Za to wkrótce nowe recenzje :)
czwartek, 15 września 2011
Recenzja: Nature's Gate - Hair Defence Shampoo, Pomegranate & Sunflower
Witajcie!
Dziś mam dla Was obiecaną recenzję szamponu Nature's Gate, który ma za zadanie chronić kolor naszych włosów :).
Co pisze producent:
Nature's Gate Pomegranate Sunflower Shampoo defends color-treated hair from the damaging effects of UV rays, the environment and styling. This lavish shampoo is formulated with Pomegranate, Sunflower and Red Tea Leaf for their antioxidant properties and our 7 Healthy Hair Nutrients to strengthen and revitalize hair. With daily use, this shampoo helps extend the vibrancy of your colored tresses.
Exclusive healthy hair blend includes panthenol, soy proteins, vegetable proteins, jojoba oil, borage flower seed oil, vitamin C and vitamin E.
*Phthalate free
Źródło: [KLIK!]
Zapach: słodki, chyba granatu ;). Szczerze mówiąc, nie wiem jak pachnie granat, ale tak właśnie sobie jego zapach wyobrażam. Uwielbiam!
Konsystencja: średnio lejąca, zwyczajna jak na szampon. Jest to przezroczysto-żółtawy żel.
Opakowanie: zwykła, biała butelka, z dziurką ;). Do tego wieeeelka, ponad 500 ml.
Skład: bardzo dobry.Bez SLS-ów, SLES-ów, parabenów, glikolu. Nie testowany na zwierzętach.
Wydajność: wydajny. W przeciwieństwie do innych szamponów naturalnych, naprawdę się pieni. Jest to zasługa sodium cocoyl isethionate, z tego co mi się wydaje :). Tworzy przyjemną, kremową pianę.
Działanie: szczerze mówiąc, jest to aktualnie mój ulubiony szampon i nie zamieniłabym go na inny :). Doskonale odświeża, nie wypłukuje koloru, moje włosy przez 2 dni wyglądają super. Nie swędzi mnie też po nim skalp (a to moja zmora) i nie spowodował łupieżu. Oczywiście nie jest idealny ;). Plącze włosy, ale to nie jego wina - spowodowane jest to brakiem silikonów. Trzeba po prostu użyć odżywki (ja używam obecnie CeCe z jedwabiem) i jest cacy :). Zamierzam dokupić odżywkę z tej samej serii :). Jedyny minus za dostępność. Polecam!
Cena: ok. 7$ na iHerbie, obecnie w promocji za 3,90$.
Dziś mam dla Was obiecaną recenzję szamponu Nature's Gate, który ma za zadanie chronić kolor naszych włosów :).
Co pisze producent:
Nature's Gate Pomegranate Sunflower Shampoo defends color-treated hair from the damaging effects of UV rays, the environment and styling. This lavish shampoo is formulated with Pomegranate, Sunflower and Red Tea Leaf for their antioxidant properties and our 7 Healthy Hair Nutrients to strengthen and revitalize hair. With daily use, this shampoo helps extend the vibrancy of your colored tresses.
Exclusive healthy hair blend includes panthenol, soy proteins, vegetable proteins, jojoba oil, borage flower seed oil, vitamin C and vitamin E.
Szampon z granatem i słonecznikiem chroni farbowane włosy przed niszczącym efektem promieni UV, śrowiska i stylizacji. Szampon ten zawiera granat, słonecznik oraz liście czerwonej herbaty, dla ich działania antyoksydacyjnego oraz naszych 7 "nutrientów zdrowych włosów", aby wzmocnić i odżywić włosy. Codzienne używanie tego szamponu sprawi, że kolor stanie się bardziej żywy.
Ekskluzywna mieszanka odżywiająca włosy zawiera pantenol, , proteiny soi, proteiny warzywne, olej jojoba, olej z pestek ogórecznika oraz witaminy C i E.
Skład: Water, sodium cocoyl isethionate (coconut derived), cocamidopropyl hydroxysultaine (coconut derived), disodium cocoamphodiacetate (coconut derived), glycerin (vegetable derived), punica granatum (pomegranate) fruit extract, helianthus annuus (sunflower) seed extract, panthenol, hydrolyzed soy protein, hydrolyzed vegetable protein, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, borago officinalis (borage) seed oil, tocopherol (vitamin E), ascorbic acid (vitamin C), aspalathus linearis (red tea) leaf extract, vitis vinifera (grape) seed extract, equisetum arvense (horsetail) leaf extract, althaea officinalis (marshmallow) leaf extract, salvia officinalis (sage) leaf extract, simmondsia chinensis (jojoba) seed extract, viola tricolor (pansy) extract, silybum marianum (milk thistle) extract, calendula officinalis flower extract, avena sativa (oat) kernel extract, ascorbyl palmitate, sorbitan sesquicaprylate (coconut and corn derived), polysorbate 20, hydroxypropyl methylcellulose (plant derived), sodium hydroxide, glyceryl undecylenate (vegetable derived), phenoxyethanol, fragrance**Phthalate free
Źródło: [KLIK!]
Zapach: słodki, chyba granatu ;). Szczerze mówiąc, nie wiem jak pachnie granat, ale tak właśnie sobie jego zapach wyobrażam. Uwielbiam!
Konsystencja: średnio lejąca, zwyczajna jak na szampon. Jest to przezroczysto-żółtawy żel.
Opakowanie: zwykła, biała butelka, z dziurką ;). Do tego wieeeelka, ponad 500 ml.
Skład: bardzo dobry.Bez SLS-ów, SLES-ów, parabenów, glikolu. Nie testowany na zwierzętach.
Wydajność: wydajny. W przeciwieństwie do innych szamponów naturalnych, naprawdę się pieni. Jest to zasługa sodium cocoyl isethionate, z tego co mi się wydaje :). Tworzy przyjemną, kremową pianę.
Działanie: szczerze mówiąc, jest to aktualnie mój ulubiony szampon i nie zamieniłabym go na inny :). Doskonale odświeża, nie wypłukuje koloru, moje włosy przez 2 dni wyglądają super. Nie swędzi mnie też po nim skalp (a to moja zmora) i nie spowodował łupieżu. Oczywiście nie jest idealny ;). Plącze włosy, ale to nie jego wina - spowodowane jest to brakiem silikonów. Trzeba po prostu użyć odżywki (ja używam obecnie CeCe z jedwabiem) i jest cacy :). Zamierzam dokupić odżywkę z tej samej serii :). Jedyny minus za dostępność. Polecam!
Cena: ok. 7$ na iHerbie, obecnie w promocji za 3,90$.
Ogólna ocena: 5+/6
sobota, 10 września 2011
Rozdanie u Lili Natura i zapowiedzi
Witajcie Kochane!
Tak, znów Was zaniedbuję :(. Kurcze, we wakacje to jednak jest mało czasu na wszystko :P. Zawsze się znajdzie jakieś miejsce, gdzie można iść, coś co można zrobić ;). Ale już niebawem będę mieć dla Was nowe recenzje, m.in. szamponu z Nature's Gate, dwóch kosmetyków z Corine de Farme czy recenzję porównawczą płynnych podkładów :).
A dziś chcę Was zaprosić na wyjątkowe rozdanie na blogu Lili Natura. Zabawa jest bardzo fajna. Nie dość, że można wygrać super nagrody (w tym krem nawilżający Lavery z serii Dzika Róża, który polecam), to jeszcze można wykazać się kreatywnością =======> KLIK!
Zobaczcie jeszcze nagrody:
Powodzenia i do przeczytania ;)
Tak, znów Was zaniedbuję :(. Kurcze, we wakacje to jednak jest mało czasu na wszystko :P. Zawsze się znajdzie jakieś miejsce, gdzie można iść, coś co można zrobić ;). Ale już niebawem będę mieć dla Was nowe recenzje, m.in. szamponu z Nature's Gate, dwóch kosmetyków z Corine de Farme czy recenzję porównawczą płynnych podkładów :).
A dziś chcę Was zaprosić na wyjątkowe rozdanie na blogu Lili Natura. Zabawa jest bardzo fajna. Nie dość, że można wygrać super nagrody (w tym krem nawilżający Lavery z serii Dzika Róża, który polecam), to jeszcze można wykazać się kreatywnością =======> KLIK!
Zobaczcie jeszcze nagrody:
Powodzenia i do przeczytania ;)
sobota, 3 września 2011
Rozdanie u WomanLand
Witajcie Kochane!
Dziś chciałabym Was zachęcić do wzięcia udziału w super rozdaniu u WomanLand =====> KLIK!
Nagrody są naprawdę wspaniałe, zresztą zobaczcie same:
Jeszcze raz Was zapraszam i życzę powodzenia :*
Dziś chciałabym Was zachęcić do wzięcia udziału w super rozdaniu u WomanLand =====> KLIK!
Nagrody są naprawdę wspaniałe, zresztą zobaczcie same:
Jeszcze raz Was zapraszam i życzę powodzenia :*
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Recenzja: Desert Essence - Żel oczyszczający dla cery tłustej/mieszanej
Witajcie!
Dziś w końcu (!) obiecana recenzja ;). Tak jak zapowiadałam, będzie to Desert Essence - Thoroughty Clean Face Wash, Oily and Combination Skin.
Co pisze producent:
This gentle and unique cleansing solution leaves your skin feeling clean and silky. Eco-Harvest Tea Tree Oil, a known antiseptic leaves skin feeling thoroughly clean and oil-free. Extracts of Goldenseal, Hawaiian White Ginger (Awapuhi), and essential oil and extract of Chamomile soothe skin. Mineral-rich Bladderwrack, harvested from the sea, nourishes the skin to leave it looking vibrantly healthy. Regular use ever so gently helps improve the texture, clarity and radiance of your skin.
Ta delikatna i niepowtarzalna formuła myjąca pozostawia Twoją skórę oczyszczoną i jedwabiście gładką. Ekologiczny olejek z drzewa herbacianego, znany z działania antybakteryjnego, pozostawia skórę dogłębnie oczyszczoną i matową. Ekstrakty z gorzknika kanadyjskiego, Awapuhi i olejki oraz ekstrakt z rumianku działają kojąco na skórę. Bogaty z minerały morszczyn pęcherzykowaty odżywia skórę, by wyglądała na zdrową i pełną życia. Regularne stosowanie pomaga polepszyć teksturę, jasność i blask Twojej skóry.
Skład: Castille soap (water (aqua), cocos nucifera (coconut) oil, tall oil, potassium hydroxide), glycerin, melaleuca alternifolia (tea tree) leaf oil*, chamomile recutita (matricaria) flower extract, hydrastis canadensis (goldenseal) root extract, hedychium coronarium root extract (awapuhi), fucus vesiculosus extract (bladderwrack), cymbopogon martini oil (palmarosa), citrus aurantium amara (bitter orange) peel oil, lavandula angustifolia (lavender) oil, chamomile recutita (matricaria) flower oil, calendula officinalis flower oil, callitris introtropica wood oil (blue cypress).
Źródło: [KLIK!]
Co myślę ja:
Zapach: ziołowy, niezbyt przyjemny. No ale nie wszystko można mieć ;). Mi szczególnie nie przeszkadza, nie utrzymuje się po myciu.
Konsystencja: tutaj byłam zaskoczona. Nie jest to typowy żel - jest rzadki. Trzeba uważać podczas aplikacji, bo "sika" dość daleko.
Opakowanie: bardzo higieniczne, z pompką. Posiada dodatkową "zawleczkę" do blokowania pompki. Nie pokażę go na zdjęciu, gdyż moja Mamusia go wyrzuciła :D
Skład: super! Kosmetyk nie zawiera parabenów, olejów, parafiny i innych złych rzeczy ;). Poza tym nie jest testowany na zwierzętach i w ogóle cacy ;).
Wydajność: wydajny. Jedno naciśnięcie pompki wystarczy, by umyć całą buźkę.
Działanie: żel sprawdza się naprawdę dobrze w codziennej pielęgnacji. Dobrze zmywa makijaż, pozostawiając skórę miękką i oczyszczoną. Nie zauważyłam też uczucia ściagnięcia czy innego dyskomfortu. Jedyne co mnie rozczarowało, to w moim przypadku, brak działania antybakteryjnego :(. Niestety żel nie pomaga leczyć wyprysków, albo ja po prostu tego nie widzę ;). Jednak ogólnie jestem na tak, to jeden z lepszych żeli, jakie stosowałam.
Cena: 6-9$ na iHerb.com (w zależności od promocji)
Ogólna ocena: 5/6
Dziś w końcu (!) obiecana recenzja ;). Tak jak zapowiadałam, będzie to Desert Essence - Thoroughty Clean Face Wash, Oily and Combination Skin.
Co pisze producent:
This gentle and unique cleansing solution leaves your skin feeling clean and silky. Eco-Harvest Tea Tree Oil, a known antiseptic leaves skin feeling thoroughly clean and oil-free. Extracts of Goldenseal, Hawaiian White Ginger (Awapuhi), and essential oil and extract of Chamomile soothe skin. Mineral-rich Bladderwrack, harvested from the sea, nourishes the skin to leave it looking vibrantly healthy. Regular use ever so gently helps improve the texture, clarity and radiance of your skin.
Ta delikatna i niepowtarzalna formuła myjąca pozostawia Twoją skórę oczyszczoną i jedwabiście gładką. Ekologiczny olejek z drzewa herbacianego, znany z działania antybakteryjnego, pozostawia skórę dogłębnie oczyszczoną i matową. Ekstrakty z gorzknika kanadyjskiego, Awapuhi i olejki oraz ekstrakt z rumianku działają kojąco na skórę. Bogaty z minerały morszczyn pęcherzykowaty odżywia skórę, by wyglądała na zdrową i pełną życia. Regularne stosowanie pomaga polepszyć teksturę, jasność i blask Twojej skóry.
Skład: Castille soap (water (aqua), cocos nucifera (coconut) oil, tall oil, potassium hydroxide), glycerin, melaleuca alternifolia (tea tree) leaf oil*, chamomile recutita (matricaria) flower extract, hydrastis canadensis (goldenseal) root extract, hedychium coronarium root extract (awapuhi), fucus vesiculosus extract (bladderwrack), cymbopogon martini oil (palmarosa), citrus aurantium amara (bitter orange) peel oil, lavandula angustifolia (lavender) oil, chamomile recutita (matricaria) flower oil, calendula officinalis flower oil, callitris introtropica wood oil (blue cypress).
Źródło: [KLIK!]
Co myślę ja:
Zapach: ziołowy, niezbyt przyjemny. No ale nie wszystko można mieć ;). Mi szczególnie nie przeszkadza, nie utrzymuje się po myciu.
Konsystencja: tutaj byłam zaskoczona. Nie jest to typowy żel - jest rzadki. Trzeba uważać podczas aplikacji, bo "sika" dość daleko.
Opakowanie: bardzo higieniczne, z pompką. Posiada dodatkową "zawleczkę" do blokowania pompki. Nie pokażę go na zdjęciu, gdyż moja Mamusia go wyrzuciła :D
Skład: super! Kosmetyk nie zawiera parabenów, olejów, parafiny i innych złych rzeczy ;). Poza tym nie jest testowany na zwierzętach i w ogóle cacy ;).
Wydajność: wydajny. Jedno naciśnięcie pompki wystarczy, by umyć całą buźkę.
Działanie: żel sprawdza się naprawdę dobrze w codziennej pielęgnacji. Dobrze zmywa makijaż, pozostawiając skórę miękką i oczyszczoną. Nie zauważyłam też uczucia ściagnięcia czy innego dyskomfortu. Jedyne co mnie rozczarowało, to w moim przypadku, brak działania antybakteryjnego :(. Niestety żel nie pomaga leczyć wyprysków, albo ja po prostu tego nie widzę ;). Jednak ogólnie jestem na tak, to jeden z lepszych żeli, jakie stosowałam.
Cena: 6-9$ na iHerb.com (w zależności od promocji)
Ogólna ocena: 5/6
sobota, 27 sierpnia 2011
Przeprosiny
Kochane, przepraszam, że mnie nie ma :*. Mam tyle zajęć, że nawet nie mam kiedy pisać notek. Postaram się nadrobić to po weekendzie :). Wasze blogi oczywiscie śledzę, jak zawsze ;). A teraz zmykam na ognisko :))).
Pozdrawiam Was gorąco :*
Pozdrawiam Was gorąco :*
środa, 24 sierpnia 2011
Wakacyjne nabytki
Witajcie!
Zanim pojawi się kolejna recenzja, chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które kupiłam nad morzem. Nie ma tego dużo, bo zaledwie 2 sztuki ;). Nie miałam po prostu okazji być w zbyt wielu ciekawych sklepach.
Ale do rzeczy. W Trzebiatowie trafiłam na Schleckera, w którym nigdy nie byłam. Z tego co wiem, nie ma żadnego w Krakowie, a i w moim rodzinnym Żywcu go nie spotkałam :). Dlatego też musiałam tam wstąpić :). Sklep mnie ogólnie nie powalił, jednak znalazłam jedną perełkę. Jest to mianowicie lakier marki Basic w boskim, morskim kolorze <3
Przepraszam za moje skórki. Jak widzicie, lakier nie jest super równo położony, ale to chyba wina moich paznokci :P. Kolor bardzo mi się podoba, 2 warstwy dają zadowalające krycie.
Kolejnym zakupem była paletka cieni za 3,80 zł ;) kupiona w sklepie typu "wszystko po x zł".
Jeśli chodzi o pigmentację, to jest różna w zależności od koloru ;). Cienie trzymają się kilka godzin na bazie, ale ogólnie nie są złe. Kupiłam, żeby zrobić sobie makijaż wychodząc z K. na drinka, bo oczywiście nie wzięłam cieni na wczasy ;).
I to tyle zakupów kosmetycznych :). Wczoraj kliknęłam w końcu Colorstaya i mam nadzieję, ze nie będzie mnie zapychał :(. Przez kilka dni używałam kryjącego fluidu "mineralnego" z Bell i mam masakrę na buźce ;(
Jeszcze dziś pojawi się recenzja żelu do twarzy od Dessert Essence.
Zanim pojawi się kolejna recenzja, chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które kupiłam nad morzem. Nie ma tego dużo, bo zaledwie 2 sztuki ;). Nie miałam po prostu okazji być w zbyt wielu ciekawych sklepach.
Ale do rzeczy. W Trzebiatowie trafiłam na Schleckera, w którym nigdy nie byłam. Z tego co wiem, nie ma żadnego w Krakowie, a i w moim rodzinnym Żywcu go nie spotkałam :). Dlatego też musiałam tam wstąpić :). Sklep mnie ogólnie nie powalił, jednak znalazłam jedną perełkę. Jest to mianowicie lakier marki Basic w boskim, morskim kolorze <3
Przepraszam za moje skórki. Jak widzicie, lakier nie jest super równo położony, ale to chyba wina moich paznokci :P. Kolor bardzo mi się podoba, 2 warstwy dają zadowalające krycie.
Kolejnym zakupem była paletka cieni za 3,80 zł ;) kupiona w sklepie typu "wszystko po x zł".
Jeśli chodzi o pigmentację, to jest różna w zależności od koloru ;). Cienie trzymają się kilka godzin na bazie, ale ogólnie nie są złe. Kupiłam, żeby zrobić sobie makijaż wychodząc z K. na drinka, bo oczywiście nie wzięłam cieni na wczasy ;).
I to tyle zakupów kosmetycznych :). Wczoraj kliknęłam w końcu Colorstaya i mam nadzieję, ze nie będzie mnie zapychał :(. Przez kilka dni używałam kryjącego fluidu "mineralnego" z Bell i mam masakrę na buźce ;(
Jeszcze dziś pojawi się recenzja żelu do twarzy od Dessert Essence.
wtorek, 23 sierpnia 2011
Wróciłam!
Witajcie Kochane!
Niestety mój wyjazd dobiegł końca. Bylo super :). Wypoczęłam i wygrzałam się na plaży ;). No i wracam do blogowania.
Co tam u Was, Kochane? :)
Niestety mój wyjazd dobiegł końca. Bylo super :). Wypoczęłam i wygrzałam się na plaży ;). No i wracam do blogowania.
Co tam u Was, Kochane? :)
piątek, 12 sierpnia 2011
Wyjazd
Kochane!
Dziś w nocy wyjeżdżam nad morze :). Trzymajcie kciuki, żeby była pogoda ;). Za tydzień wracam z nowymi recenzjami i siłami ;)
Pozdrawiam Was serdecznie! :*
Dziś w nocy wyjeżdżam nad morze :). Trzymajcie kciuki, żeby była pogoda ;). Za tydzień wracam z nowymi recenzjami i siłami ;)
Pozdrawiam Was serdecznie! :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)






